Przejdź do głównej zawartości

Posty

Let's play a game

 83,3kg❤️‍🔥
Najnowsze posty

Nagrody

 Nie wiem, ostatnio dni mijają mi błyskawicznie. Budzę się, zanim się obejrzę już jest popołudnie a za chwilę wieczór i trzeba iść spać. Dietetyczne super, z ćwiczeniami bardzo słabo, w wodą nawet nieźle.  Postanowiłam zrobić sobie system nagród co 5kg. I tak oto: 1.Zejdę z 80kg - kupię sobie balsamy ujędrniające (przydadzą się, już mi się tłuszczyk zaczyna "majtać") 2. Osiągnę 75kg - kupię sobie sukienkę (upatrzyłam w sklepie internetowym, jest cudna🥺) 3. Zejdę z 70kg - zrobię sobie paznokcie (ostatni raz robiłam rok temu) 4. Osiągnę 65kg - pójdę na jakiś masaż, zabieg SPA czy zabieg ujędrniający (ostatnio te zabiegi ujędrniające bombardują mnie na Facebooku) 5. Zejdę z 60kg - zrobię sobie brwi permanentne   ... I to na razie tyle. Nie chcę sięgać zbyt daleko w przyszłość, bo nie chcę oszukiwać się, że w przyszłym roku uda mi się dojść chociaż do 55kg, nie mówiąc o wymarzonych 48kg. Na przyszły rok celem jest zejście to 59kg. 

Poniedziałek...

 ... No i podsumowanie poprzedniego tygodnia oraz relacja z weekendu. Zacznę od zaległego bilansu: Bilans sobotni (29.11.2025) Kcal zjedzone: 932 Kcal spalone: 1100 podstawa + 81 z ćwiczeń, czyli 1181 Woda: +/- 2000ml Ważyłam się dopiero dzisiaj przez to, że w tamtym tygodniu dostałam okres, a chciałam żeby wynik jak najbardziej był wiarygodny.  Waga: 84.3kg   Jupi! 1,6kg na minusie.  Ogólnie zeszły tydzień nie był najgorszy, było kilka minusów, było kilka plusów, ogólnie wyszło na plus: +  ▪️ brak podjadania  ▪️trzymanie się założonej kaloryczności   ▪️troszeczkę ruchu  ▪️spadek wagi  ▪️nie zajadanie emocji.  - ▪️huśtawka emocjonalna  ▪️mniejsza ilość ćwiczeń niż bym tego chciała  ▪️okres  ▪️lekkie przeziębienie (?!) (Jak w ogóle można być przeziębionym dwa razy w ciągu dwóch tygodni?! Ostatni raz takie coś przydarzyło mi się chyba w przedszkolu.) Co do weekendu, w sobotę pojechaliśmy do rodziny Karola na wieś. Bardz...

...

 Dziś mój kryzys miał kryzys. Masakra nie dzień. Bilans (28.11.2025) Kcal zjedzone: 770 Kcal spalone: 1000 podstawa + 81 z ćwiczeń, czyli 1081 Woda: +/- 1000ml

Kryzys...

 ... na szczęście nie mający wpływu na dietę. Jak już wspominałam, staram się oddzielić emocje od jedzenia i jak widzę idzie mi coraz lepiej. Wczorajszy bilans 26.11.2025: Kcal zjedzone: 913 Kcal spalone: 1061 podstawa+ 0 z ćwiczeń, czyli 1061. Woda: 1200ml Bilans dzisiejszy (27.11.2025) Kcal zjedzone: 937 Kcal spalone: 1000 podstawa + 150 z ćwiczeń, czyli 1150 Woda: 1600ml Miałam dzisiaj różne przemyślenia, echo jednego z nich znalazłam na FB. Dokładnie o tym dzisiaj myślałam. Wspominałam nasz pierwszy wspólny wyjazd nad jezioro. Karol robił mi zdjęcia a ja mega protestowałam. Bo "byłam gruba". I "źle wyglądałam w kostiumie"... Ważyłam 56 kilo. Jak ja znowu chciałbym być "taka gruba"...

Emocje

 I to często nadmierne. Gdyby nie one, moje życie na pewno byłoby łatwiejsze. A odchudzanie już na pewno. Jak popatrzę wstecz, na wszystkie moje dietetyczne klęski, uzmysławiam sobie, zebiorą się one właśnie z emocji. Najgorsze, że nie tylko tych złych, ale i dobrych. Trochę jak w tym żarcie o alkoholiku, który pije tylko w dwóch przypadkach - gdy pada i gdy nie pada. Coś złego wydarzy się w moim życiu? Trzeba to zajeść. Coś dobrego się wydarzy? Trzeba to uczcić! Jedzeniem oczywiście. A właściwie śmieciowym żarciem. Nuda? Marsz do lodówki! Dużo zajęć? Mogę jeść do woli, bo i tak spalę (gówno prawda). I tak toczy się koło. Koło które doprowadziło mnie do otyłości. Bo ja nie tyłam z powodu choroby, hormonów czy genetyki. Tyłam, bo żarłam. I to nie zdrowo. Teraz, gdy już jestem bardziej świadoma moich słabości i błędów, myślę że w końcu mi się uda. Jak na razie jestem na dobrej drodze. Bilans wczorajszy (24.11.2025): Kcal zjedzone: 1094 Kcal spalone: 1100 podstawa+ 118 z ćwiczeń, czyl...

Poniedziałek

 Witajcie w ten piękny, zimowy poranek ❄️ Jak nie muszę wychodzić z domu za obowiązkami to uwielbiam zimę 🩵 Niedziela była pozytywna, mimo dwóch wpadek. Ogólnie niedzielę traktuję jako dzień ulgowy - mniej ćwiczę, praktycznie tylko trochę ruchu. No i nie liczę kalorii, za to staram się nie szaleć za bardzo z jedzeniem. Wczoraj nadprogramowo wpadła garść chipsów (jestem dumna, że tylko garść, normalnie nie potrafię skończyć dopóki nie widzę dna paczki) i obiad zjadłam większy niz zmierzałam (mąż nakładał). Ale jak już się najadłam, na talerzu został kawałek kotleta, tak jakieś 6x8cm, pół ziemniaka i trochę surówki - taka porcja na mały talerz. Popatrzyłam na to i pomyślałam "Hej, a gdybym jadła takie porcje?" Wyglądało to naprawdę spoko. Tym bardziej, że się przejadłam. Gdybym zjadła tyle albo troszkę więcej to czułabym się lepiej. Przypomniała mi się wizyta sprzed dwóch lat u rodziny Karola w Krakowie. Tam była taka ciotka, która była mega szczupła i jadła właśnie podobne po...